Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Półkruche rurki z kremem

Półkruche rurki z kremem

„Szczęście to konto w dobrym banku, zręczny kucharz i dobre trawienie.”
Jean-Jacques Rousseau

Od jakiegoś czasu chodziły za mną rurki z kremem. Ale nie takie z ciasta francuskiego czy drożdżowego tylko kruche. Wiedziałam, że klasyczne ciasto kruche nie będzie się nadawało do ich zrobienia, dlatego zaczęłam szperać po moich książkach kucharskich i w "Kuchni Polskiej" znalazłam przepis na ciasto półkruche. Pierwsze podejście do ich zrobienia okazało się fiaskiem, ponieważ ciasto całe się skruszyło podczas zdejmowania z foremek, mimo że wysmarowałam je olejem. Przy następnym podejściu metodą prób i błędów (zaczynając od obtoczenia nasmarowanych olejem foremek w mące bułce tartej, a w końcu owijając każdą foremkę papierem do pieczenia, co okazało się strzałem w dziesiątkę) udało mi się je przygotować. Krem do nich powstał na bazie budyniu instant, a połączenie wyszło naprawdę fajne. Krem świetnie łączy się z delikatnym smakiem półkruchego ciasta. U mnie w domu stały się hitem i pojawiają się co najmniej raz w miesiącu na stole. Moja wersja rurek zawiera dwa kremy czekoladowe. Drugi powstał z przypadku, gdy do kilku rurek zabrakło mi kremu budyniowego. Do kremu możecie wykorzystać inny smak budyniu np. waniliowy lub czekoladowo - owocowy, albo nadziać rurki czymś innym (bitą śmietaną, mascarpone, itd.) wybór pozostawiam wam.




Składniki: 

Ciasto półkruche:
300 g mąki
2 łyżki śmietany 18% (tej gęstej z kubeczka)
200 g margaryny
3/4 szklanki cukru pudru
2 żółtka 
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Z podanych składników zagniatamy ciasto. Dzielimy na dwie części. Każdą rozwałkowujemy na prostokąt o grubości 2-3 mm. Rozwałkowane ciasto tniemy na długie paski (15-20 cm) o szerokości ok. 1 cm. Foremki do rurek zawijamy szczelnie w papier do pieczenia. Na każdą foremkę nawijamy pasek cista tak by poszczególne warstwy lekko na siebie zachodziły. Kładziemy na wysmarowanej olejem blaszce. Pieczemy w 180 stopniach Celsjusza na złoto- brązowy kolor ok. 10-15 min. W trakcie pieczenia gdy ciasto lekko się podpiecze, każdą rurkę smarujemy mlekiem i pieczemy dalej, aż do uzyskania złoto- brązowego koloru. Wyjmujemy z piekarnika lekko studzimy i delikatnie wyjmujemy ze środka foremkę lekko ją uciskając. Następnie studzimy i napełniamy kremem za pomocą szprycy lub rękawa cukierniczego. 


Krem I na bazie budyniu czekoladowego:
3 opakowania budyniu czekoladowego instant 
1 i 1/2 kubka wrzątku
cukier puder
1/2 kostki margaryny

Proszek budyniowy zalewamy wodą, mieszamy i zostawiamy do ostygnięcia. Następnie miksujemy margarynę i dodając partiami (po łyżce) zimny budyń nadal miksujemy. Dosładzamy cukrem pudrem wedle uznania. Jeśli chcecie uzyskać lżejszy krem dodajcie mniej margaryny jeśli bardziej zwarty więcej (ale za to krem będzie bardziej tłusty).

Krem II kakaowy:
1/2 kostki margaryny
3 łyżki kakao
cukier puder 
śmietana 18% (ta gęsta z kubeczka)

Margarynę miksujemy na puch. Dodajemy kakao i miksujemy. Dodajemy po łyżce śmietany, aż do uzyskania zadowalającej nas konsystencji (mniej lub bardziej gęstego kremu). Dodajemy cukier puder wedle uznania. 
Ciasteczka z masłem orzechowym i orzeszkami ziemnymi

Ciasteczka z masłem orzechowym i orzeszkami ziemnymi

"Własnie odkryłem, że tworzenie receptury jest jak pisanie, sztuką jest wiedzieć, kiedy przestać dodawać i zmieniać składniki."
Chris Geiger

Uwielbiam połączenie słonego masła orzechowego ze słodkim dodatkiem, bez względu na to czy jest to czekolada (zwłaszcza Reese's), lody, ciastka czy po prostu cukier (uwielbiam masło orzechowe prosto ze słoiczka posypane cukrem). Dlatego też każdy przepis, w którym widzę masło orzechowe lub orzeszki ziemne budzi moje zainteresowanie. Przeglądając ostatnio mój nowy nabytek "Wielką księgę kucharską" C.Williams, K.Kidd, znalazłam przepis na te ciasteczka - jak dla mnie najlepszy jaki do tej pory próbowałam. Ciasteczka wychodzą mięciutkie, pulchne, lekko orzechowe, a do tego pełne chrupiących pod zębami orzeszków ziemnych. Trochę w stylu sztandarowych amerykańskich ciasteczek z czekoladą - na pewno wam zasmakują.




Składniki:
1 i 1/3 szklanki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
szczypta soli
125 g masła
1/2 szklanki masła orzechowego solonego z kawałkami orzechów
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki brązowego cukru
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3/4 grubo posiekanych orzeszków ziemnych (najlepiej solonych)

W misce mieszamy razem mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. Do drugiej miski wkładamy masło, masło orzechowe, cukry, jajko i ekstrakt waniliowy. Miksujemy razem, aż do uzyskania gładkiej masy. Miksując dalej dodajemy partiami suche składniki, aż do połączenia. Jeśli ciasto jest za rzadkie, dodajemy więcej mąki, powinno być gęste ale nadal dać się mieszać łyżką. Dodajemy orzeszki i mieszamy łyżką. Nabieramy łyżką porcje ciasta, formujemy kuleczki i układamy na blaszce wysmarowanej masłem, w odległościach co najmniej 5 cm od siebie. Pieczemy w 190 stopniach Celsjusza na złotobrązowy kolor (ok 15 min).


Francuskie makaroniki

Francuskie makaroniki

"Sekretem dobrej kuchni jest po pierwsze miłość do niej"
James Beard

Moim zdaniem makaroniki to jeden z najlepszych wynalazków cukierniczych Francuzów. Ciasteczka, które łączą w sobie tyle cudownych cech, że stały się wręcz kultowe. Co prawda wbrew pozorom nie są najprostsze do przygotowania ale zapewniam, są warte wysiłku. Pamiętajcie jednak, że aby wyszły takie jak powinny, należy trzymać się dokładnie przepisu. Idealne makaroniki powinny mieć chrupiącą powłoczkę, delikatne, miękkie, ciągutkowe wnętrze i słynną cukrową otoczkę u podstawy. Określić je jako rozpływające się w ustach w tym wypadku, to zdecydowanie za mało. Są bardzo słodkie z uwagi na dużą zawartość cukru ale dzięki połączeniu z migdałami, ich słodycz nie jest mdła. Do pieczenia makaroników podchodziłam kilka razy, przeglądając i próbując różne przepisy. Mój ulubiony przepis do tej pory, zarówno pod względem smaku jak i wykonania, znalazłam na kanale YouTube, w filmiku przygotowanym przez Honeysuckle, który możecie zobaczyć tutaj [klik]. Makaroniki możecie napełnić dowolnym nadzieniem np. kremem czekoladowym, Nutellą, masą krówkową czy dżemem. W każdej wersji będą pyszne.



Składniki na ok 15 makaroników:
niepełna szklanka mielonych blanszowanych migdałów (ok. 1 cm mniej niż pełna szklanka)
niepełna szklanka cukru pudru (ok. 1 cm mniej niż pełna szklanka)
2 białka o temperaturze pokojowej
2 i 1/2 łyżki cukru kryształu

Do miski wsypujemy mielone migdały, przesiewamy cukier puder i mieszamy razem. Do osobnej miski przelewamy białka. Ubijamy je na niskich obrotach przez 3 minuty. Następnie zwiększamy obroty miksera i ubijamy kolejne 3 minuty dodając małymi partiami cukier kryształ. Ponownie zwiększamy obroty miksera i ubijamy kolejne 3 minuty. Białka powinny być sztywne i błyszczące. Ubite białka dodajemy partiami do migdałów z cukrem i delikatnie mieszamy tak aby wykonać 40-50 ruchów łyżką do wmieszania całości białek. Gotowa masa powinna nie spadać z wyciągniętej z niej łyżki przez ok 30 sekund, wtedy jest idealna. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką do wyciskania. Na wyłożoną papierem blaszkę wyciskamy w odstępach partie masy, tworząc okrągłe ciasteczka. Gotową blaszkę ciastek delikatnie stukamy o blat kilka razy, żeby masa ładnie się ułożyła i zostawiamy na 20 minut. Po tym czasie sprawdzamy delikatnie palcem czy ciasteczka nie kleją się do ręki. Jeśli po dotknięciu na palcu nie zostaje masa, to znaczy, że są gotowe do pieczenia. Makaroniki wkładamy do piekarnika, nagrzanego do 150 stopni Celsjusza (termoobieg koniecznie!) i pieczemy przez 15 -20 minut. Gotowe wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy na blaszce do wystygnięcia, a następnie delikatnie zdejmujemy (można sobie pomóc płaskim nożem lub łopatką do ciast). Wypełniamy nadzieniem: na jedno ciasteczko nakładamy nadzienie i sklejamy je z drugim.





Cukrowe ciasteczka z kremem

Cukrowe ciasteczka z kremem

"Pomyśl o ile lepszy byłby świat gdyby wszyscy, na całym świecie, jedli ciasteczka i pili mleko codziennie o trzeciej po południu, a następnie kładli się na kocu na drzemkę" 
Barbara Jordan

Lubię czasami przeszukiwać Internet pod kątem nowych przepisów. Często przeglądam strony angielskie lub wrzucam hasła do wyszukiwarki i oglądając zdjęcia, wyłapuję ciekawe przepisy. W ten sposób natrafiłam na jednej ze stron [link] na te ciasteczka. Spodobała mi się ich nazwa, krem oraz prostota wykonania i tym sposobem trafiły tutaj. Bardzo delikatne i miękkie, w smaku trochę przypominają okrągłe biszkopciki, jakie można znaleźć w sklepach. Krem, którym są posmarowane idealnie uzupełnia ich smak nadając im jeszcze większą delikatność. Dla mnie powinny się raczej nazywać puchowe ciasteczka bo posmarowane kremem wyglądają jak małe poduszeczki. Do kremu użyłam czerwonego barwnika, który nadał mu różowy kolor ale możecie użyć dowolnego koloru barwnika lub pozostawić krem w białej wersji. Jeśli chcecie, żeby ciasteczka miały bardziej intensywny smak, to podwójcie ilość aromatu cytrynowego, podaną w przepisie.



Składniki na ok 20 sztuk:
1/2 kostki margaryny
4/5 szklanki cukru
1 jajko
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1/2 szklanki śmietany 18 %
1/4 łyżeczki aromatu cytrynowego
3 szklanki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli

Krem
125 g serka Philadelphia
1/4 kostki margaryny
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/4 szklanki cukru pudru
dowolny barwnik spożywczy - kilka kropel

Margarynę miksujemy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy jajko i miksujemy. Dodajemy ekstrakt waniliowy, śmietanę i aromat cytrynowy - dokładnie miksujemy. W osobnej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. Dodajemy partiami do masy maślanej cały czas miksując. Gotowe ciasto dzielimy na 2 części. Każdą owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce 1-2 godzin. Po tym czasie wyjmujemy ciasto i rozwałkowujemy na stolnicy obficie posypanej mąką na grubość ok 0,5 cm (jeśli ciasto jest za luźne i kruszy się podczas wałkowania to dodajemy troszkę mąki i jeszcze raz wyrabiamy). Z ciasta wykrawamy ciasteczka i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. pieczemy w 180 stopniach Celsjusza przez ok 10-12 minut aż nabiorą złotego koloru.

Krem: Wszystkie składniki razem miksujemy (jeżeli wolicie bardziej słodką masę, to dodajcie więcej cukru). Na ostudzone ciastka nakładamy porcje kremu i rozprowadzamy równomiernie.



Kokosanki oficjalnie nazywane lamingtonami

Kokosanki oficjalnie nazywane lamingtonami

"Desery są baśniami w kuchni - takie żyli długo i szczęśliwie do kolacji"
Terri Guillemets

Jest to pochodzący z Australii przysmak w formie kawałków biszkopta polanych kakaową masą i obtoczonych w wiórkach kokosowych. Te ciasteczka u mnie w domu od zawsze nazywane były kokosankami i zawsze pierwsze przychodzą mi na myśl, kiedy słyszę słowo "kokosanka". Bardzo łatwe do przygotowania i mocno wciągające. Zasmakują nie tylko wiebicielom kokosu. Przepis na masę kakaową, w której zanurza się kokosanki znalazłam w starych zapiskach w moim domu, między różnymi innymi przepisami. Masa wychodzi gładka i bardzo ładnie pokrywa kokosanki tworząc kakaową lekko cukrową powłokę. Ważne jest żeby masy nie zagotować - jeśli to zrobimy, to zawarty w niej tłuszcz się oddzieli co spowoduje, że masa nie będzie gładka i będzie spływać z biszkoptów.



Składniki na ok. 20 -24 szt. 
Biszkopt
4 jajka
8 łyżek cukru
8 łyżek mąki
łyżeczka proszku do pieczenia

Białka oddzielamy od żółtek. Do białek dodajemy szczyptę soli i ubijamy na sztywno. Cały czas ubijając dodajemy najpierw w odstępach po łyżce cukier, a następnie pojedynczo żółtka. Wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia i mieszamy delikatnie łyżką do połączenia składników. Rozprowadzamy równomiernie w wyłożonej papierem do pieczenia formie i pieczemy w temperaturze 180 stopni Celsjusza na złoty kolor. Gotowy biszkopt studzimy i kroimy na kwadraty lub prostokąty wedle uznania.

Masa kakaowa:
250 g margaryny
1 i 1/2 szklanki cukru
3-4 łyżki kakao naturalnego
5 łyżek wody
2 opakowania wiórków kokosowych 

Cukier rozpuszczamy z margaryną na małym ogniu. Dodajemy resztę składników i wszystko razem chwilę podgrzewamy (nie gotujemy!), aż składniki utworzą gładką masę. 

Kawałki biszkopta maczamy w masie, delikatnie otrząsamy z nadmiaru masy i następnie obtaczamy w wiórkach kokosowych. 




Drożdżowe rożki nadziewane

Drożdżowe rożki nadziewane

"Nie ma nic lepszego od dobrego przyjaciela z wyjątkiem dobrego przyjaciela z czekoladą"
Linda Grayson

Ten przepis pochodzi z jednej z wielu latających luźno kartek z recepturami w moim domu, którego pochodzenia nawet nie pamiętam. Po prostu jest od zawsze. To jedne z tych ciasteczek, których przygotowanie jest bardzo proste, nie trzeba czekać aż ciasto wyrośnie i nie trzeba do nich zaczynu (pomimo tego, że są drożdżowe), a z talerza znikają w ekspresowym tempie. Nie są za słodkie, ponieważ do ciasta nie dodaje się cukru ale posypane cukrem pudrem nabierają odpowiedniej słodyczy. Do wypełnienia rożków użyłam marmolady. Możecie jednak użyć dowolnego nadzienia: masy korówkowej, czekolady, Nutelli, serka lub budyniu każda wariacja będzie ciekawa. Ciastka przygotowuje się bardzo szybko i świetnie sprawdzają się jako słodka przekąska czy podwieczorek, zwłaszcza w towarzystwie kawy, czekolady lub kakao.



Składniki na około 30 sztuk
1/2 kilograma mąki
1 jajko
kostka margaryny (250 g)
1/2 szklanki śmietany 18%
3-4 dag świeżych drożdży

Składniki łączymy na stolnicy najpierw siekając nożem, a następnie rękami wyrabiamy gładkie elastyczne ciasto. Dzielimy na dwie części. Każdą rozwałkowujemy na kształt koła i wycinamy trójkąty, zaczynając od środka koła (ważne żeby ramiona trójkąta były dłuższe niż podstawa). Na każdy trójkąt nakładamy około 1/2 łyżeczki nadzienia u jego podstawy i następnie zwijamy ciasno w kierunku wierzchołka. Gotowe rożki układamy na wysmarowanej olejem blaszce. Każdy smarujemy jajkiem roztrzepanym z 2 łyżkami mleka. Pieczemy w 180 stopniach Celsjusza przez około 20 minut, aż będą zarumienione z wierzchu. Zdejmujemy z blaszki, studzimy i oprószamy cukrem pudrem.


Ciasteczka z Nutellą i truskawkami

Ciasteczka z Nutellą i truskawkami

"Jestem ciągle przekonany, że dobre, proste, domowe ciastka są lepsze niż wszystkie kupione w sklepie, jakie udało mi się znaleźć."
James Beard

Sezon truskawkowy coraz bardziej się rozkręca. Z racji tego, że truskawkami, zwłaszcza tymi rodzimymi, możemy się cieszyć przez bardzo krótki czas, warto je wykorzystać dopóki są dostępne. Ja obowiązkowo przygotowuje z nich koktajl ale równie często wykorzystuje je także do wypieków. Tym razem truskawki wraz z Nutellą posłużyły jako nadzienie do delikatnych i ciekawych w smaku ciastek. Truskawki bardzo dobrze łączą się ze słodkim kremem nadając nadzieniu wyrazistości. Ciastka są łatwe i szybkie w przygotowaniu. Idealne sprawdzą się jako słodka przekąska o każdej porze dnia. Przepis pochodzi z tej strony - link. Przygotowując ciastka zużyłam mniej truskawek i Nutelli niż podaje przepis ale możecie dołożyć do środka trochę więcej nadzienia. Ważne żeby nie przesadzić z ilością bo w tym wypadku nadzienie wypłynie bokami w trakcie pieczenia.




Składniki: 
2 szklanki mąki
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
kostka margaryny
1/2 szklanki kwaśnej śmietany (12 lub 18%)
ok 7-10 dużych truskawek pokrojonych w kostkę
płaska łyżeczka mąki
ok 1/3 małego słoika Nutelli
1 jajko
cukier kryształ

Mąkę, sól i proszek mieszamy na stolnicy. Dodajemy margarynę, chwilę całość siekamy, a następnie rozcieramy palcami tak aby ciasto uzyskało konsystencję mokrego piasku. Dodajemy śmietanę i wyrabiamy ciasto. W trakcie wyrabiania podsypujemy delikatnie mąką, aż ciasto przestanie być lepkie. Rozwałkowujemy na prostokąt ok 15 na 8 cm sypiemy delikatnie z wierzchu mąką i składamy w kopertę na 3 części. Ponownie rozwałkowujemy, posypujemy mąką i składamy. Zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut.

Po tym czasie wyjmujemy i rozwałkowujemy na grubość ok 3-4 mm. Pokrojone truskawki posypujemy delikatnie mąką i mieszamy. Z ciasta wykrawamy kółka szklanką. Na kółku rozsmarowujemy ok 1/2 łyżeczki Nutelli zostawiając rant. Następnie nakładamy ok 1/2 - 3/4 łyżeczki truskawek. Przykrywamy drugim kółkiem i zlepiamy razem boki, przyciskając je widelcem. Na wierzchu każdego ciastka robimy 2-3 dziurki końcem noża albo wykałaczką. Każde ciastko smarujemy roztrzepanym z łyżką wody jajkiem i posypujemy cukrem. Pieczemy ok 30 minut w 180 stopniach Celsjusza na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Ciasteczka maślane przekładane marmoladą

Ciasteczka maślane przekładane marmoladą

"Jedzenie jest tak pierwotną, tak istotną częścią naszego życia, często samo współdzielenie receptur z obcymi zmienia ich w przyjaciół."
Terri Guillemets

Oprócz kolekcjonowania i przeszukiwania książek kucharskich, często również szperam w Internecie oraz ściągam różne aplikacje w poszukiwaniu przepisów. W jednej ze ściągniętych na telefon apek "Gotujemy", znalazłam przepis na te ciastka. Postanowiłam wypróbować go przy najbliższej okazji. Niestety po upieczeniu udało mi się zjeść raptem dwa ciastka bo w tak ekspresowym tempie zniknęły z talerza. To są jedne z tych ciastek które są po prostu dobre. Proste w przygotowaniu i wyglądzie, a jednak mają w sobie to małe słodkie "coś" co sprawia, że właśnie tak szybko znikają. Są bardzo bardzo kruche i najlepiej po sklejeniu zostawić je na noc żeby "odpoczęły", chociaż wcale się nie zdziwię jeśli nie dotrwają u was do rana.


Składniki:
200 g mąki
1 żółtko
opakowanie cukru waniliowego (16g)
60 g cukru pudru
125 g masła
olejek cytrynowy opcjonalnie
marmolada lub dżem do przełożenia i dodatkowy cukier puder do posypania

Ze składników wyrabiamy gładkie ciasto. Zawijamy w folie i wkładamy do lodówki na pół godziny. Rozwałkowujemy na wysypanej mąką stolnicy na grubość ok. 0,5 cm i wycinamy dowolne kształty. W połowie ciasteczek wycinamy dowolne okienka. Pieczemy w 175 stopniach Celsjusza na złotobrązowy kolor (ok. 15-20 minut, grzałka dolna i górna) na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia. Na jednej blaszce powinny być pieczone takie same ciastka albo z okienkiem albo bez (te z okienkiem szybciej się pieką). Zostawiamy chwilę do ostygnięcia na blaszce, a następnie studzimy. Ostudzone przekładamy dowolną marmoladą (albo innym nadzieniem) i posypujemy cukrem pudrem.



Bezy - czyli co zrobić z nadmiarem białek

Bezy - czyli co zrobić z nadmiarem białek

"Jedzenie jest symbolem miłości, kiedy słowa są niewystarczające"
Alan D. Wolfelt

Jak pisałam w poprzednim poście uwielbiam pączki. W sumie faworki też. W karnawale piekę bardzo często zarówno jedne jak i drugie. Niestety przygotowywanie pączków i faworków ma jedną wadę - do ciasta w obu przypadkach używa się dużo żółtek, więc zawsze zostaje mi masa białek, z którymi nie wiadomo co zrobić. Nie cierpię marnować czegokolwiek w kuchni, więc wyrzucenie białek do kosza nie bardzo mi pasowało. Pomyślałam, poszperałam w przepisach i postanowiłam upiec z nich bezy. Sam przepis jest bardzo prosty ale ostrzegam zarezerwujcie trochę czasu, ponieważ wykonanie ich zdecydowanie należy do czasochłonnych czynności. Warto jednak poświęcić na bezy czas bo smak go wam zrekompensuje. Delikatne, słodkie, rozpływające się w ustach. Można przełożyć je kremem ale same, bez dodatków i tak ekspresowo znikają z talerza.



Składniki:
4 białka
1/2 szklanki cukru ( z małą górką tak ok. 3 łyżki)

Białka ubijamy na sztywno. Cały czas miksując dodajemy powoli małymi partiami, w odstępach cukier. Po dodaniu całego cukru miksujemy jeszcze 2-3 minuty, żeby rozpuściły się widoczne drobinki cukru. Masa powinna być sztywna, gładka i lśniąca. Przekładamy do rękawa cukierniczego z nasadką do ozdabiania w kształcie gwiazdki. Wyciskamy bezy na  dużą blaszkę wyłożoną papierem, zachowując odstępy ok 1 cm. Suszymy w piekarniku nagrzanym do 90 -100 stopni Celsjusza w trybie: termoobieg, przez około 60-70 minut, cały czas pilnując żeby się nie spiekły. Jeśli delikatnie się zrumienią, to należy zmniejszyć temperaturę lub otworzyć na chwilę piekarnik. Po wyjęciu z piekarnika zostawić na 10 minut i po tym czasie zdjąć z papieru. Jeśli nie jesteście pewni czy bezy odpowiednio się wysuszyły to najlepiej wyjąć jedną i zostawić na chwilę żeby wystygła i spróbować -podczas stygnięcia nabierają odpowiedniej konsystencji i kruchości.


Proste ciastka z różaną marmoladą

Proste ciastka z różaną marmoladą

"Czasami zastanawiam się kto to jest przyjaciel? Wtedy odpowiadam sobie: przyjaciel to ktoś z kim dzielę się ostatnim ciasteczkiem"
Ciasteczkowy Potwór

To chyba jedne z najprostszych ciastek jakie piekę. Zajmują drugie miejsce zaraz po tych "zmiksuj wszystko w jednej misce i przełóż łyżką na blaszkę". Wystarczy zagnieść kilka składników i gotowe, można wykrawać i lepić rożki. Mam do nich duży sentyment nie tylko ze względu na smak ale również dlatego, że były to pierwsze ciastka jakie nauczyłam się przygotowywać, kiedy stawiałam moje pierwsze kroki w kuchni, będąc dzieckiem. Przepis na nie jest lekką modyfikacją ciasta, jakie używa się u mnie w domu do szarlotki, którą znajdziecie we wcześniejszym poście. Ciastka wychodzą kruche i słodkie z lekką kwaskową nutą, którą nadaje im marmolada. Polecam wykorzystać marmoladę z różą ale bez względu na smak jaki wybierzecie, do rożków koniecznie użyjcie marmolady twardej - podczas pieczenia zachowuje zwartą konsystencję i nie wypływa z ciastek jeśli je dobrze skleicie. Z tego ciasta możecie przygotować nie tylko rożki ale także kruche babeczki lub kocie oczka albo po prostu upiec zwykłe kruche ciasteczka i posypać cukrem pudrem. W każdej wersji będą pyszne.



Składniki na ok 20 ciasteczek
250 g mąki
 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1/2 małego opakowania cukru wanilinowego
2 i 1/2 łyżki cukru
1 żółtko
1/2 kostki margaryny
1 łyżka śmietany 18 %

Na stolnicę wysypujemy mąkę. Robimy dołek i dodajemy pozostałe składniki. Całość najpierw siekamy nożem, a następnie zagniatamy gładkie elastyczne ciasto ( jeśli za bardzo się kruszy dodajemy więcej margaryny, jeśli jest za lepkie - mąki). Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 30 minut do 1 godziny. Wykładamy na stolnicę posypaną mąką i rozwałkowujemy na grubość ok 3-5 mm. Szklanką wykrawamy kółka. Na każde nakładamy po ok. 1/2 łyżeczki marmolady, składamy na pół i zlepiamy dobrze brzegi. Układamy na blaszce wysmarowanej olejem. Pieczemy 20- 25 minut w temperaturze 180 stopni Celsjusza aż nabiorą złotego koloru.


Faworki

Faworki


"Jedzenie jest ważną częścią zbilansowanej diety"
Fran Lebowitz

Trwa karnawał. Co prawda w Polsce nie jest obchodzony tak hucznie jak w Rio czy w Wenecji, niemniej u nas też ma on swoje tradycje i zwyczaje. Jednym z takich zwyczajów jest pieczenie w trakcie jego trwania faworków i pączków. Swoją drogą czy można tego zwyczaju nie lubić? Oczywiście każdy z tych przysmaków ma swoich wiernych fanów. Ja przepadam zarówno za jednym jak i drugim i chociaż sercem a raczej żołądkiem skłaniam się ku pączkom, to faworki zdecydowanie wygrywają jeśli chodzi o czas przygotowania. Kolejne plusy? Lekkie, delikatnie w smaku i chrupiące. Najlepsze oczywiście jeszcze ciepłe. A dla liczących kalorie są mniejszym grzeszkiem niż pączki. Przepis pochodzi z książki wydawnictwa Reader's Digest i jest naprawdę prosty. Pamiętajcie tylko żeby cienko rozwałkować ciasto, wtedy faworki będą bardziej chrupiące i dłużej pozostaną świeże.



Składniki:
300 g mąki
4 żółtka
1 jajko
5 łyżek śmietany 18% (z kubeczka nie z kartonika)
łyżka spirytusu
szczypta soli

Mąkę mieszamy ze śmietaną. Dodajemy żółtka, jajko, spirytus i sól. Wyrabiamy gładkie, jednolite ciasto. Rozwałkowujemy jak najcieniej i kroimy w paski. ok 3 x 10 cm. Każdy pasek nacinamy wzdłuż na środku i przewijamy. Smażymy w głębokim, gorącym tłuszczu. Studzimy na desce wyłożonej papierem do pieczenia lub ręcznikiem kuchennym. Gotowe posypujemy cukrem pudrem.

Podczas smażenia warto wrzucić do tłuszczu kawałek ziemniaka. Zapobiega on zbyt szybkiemu paleniu się tłuszczu.



Rogaliki półfrancuskie

Rogaliki półfrancuskie

 " Nie ma na ziemi nic bardziej zjawiskowego i pociągającego, niż piękna kobieta gotująca obiad dla kogoś, kogo kocha"
Thomas Wolfe

Uwielbiam te ciastka i chętnie przygotowuje jeśli tylko mam czas. Mają one dużo zalet. Po pierwsze naprawdę trudno je zepsuć. (chyba, że je spalicie w piekarniku) Choćby ciasto wam się okropnie kleiło do stolnicy i  wyglądało strasznie, to rogaliki po upieczeniu i tak będą ładne i smaczne.  Po drugie, pomimo, że jest to ciasto półfrancuskie drożdżowe, zachowuje długo swoją świeżość.  Po trzecie są po prostu pyszne. Zwłaszcza jeszcze ciepłe, dopiero co wyciągnięte z piekarnika. Ja zazwyczaj nadziewam je marmoladą ale równie dobrze smakują z czekoladą lub masą korówkową. Jeśli jednak planujecie je przygotować, to zarezerwujcie sobie więcej czasu - ciasto musi leżeć w lodówce około pół godziny a i samo zwijanie rogalików zajmuje sporo czasu. Przepis znaleziony w jednym z wydań gazetki "Ciasta za grosik".



 Składniki na około 60 sztuk:

1/2 kg mąki
1 i 1/2 kostki margaryny ( można zamiast margaryny użyć masła)
20g drożdży
4 łyżki cukru
niepełna szklanka letniego mleka
jajko
jako nadzienie: marmolada, masa krówkowa lub czekolada
1 jajko do posmarowania ciastek oraz odrobina mleka

Mąkę przesiewamy do dużej miski. Połowę porcji margaryny podanej w przepisie topimy i studzimy. Do miski z mąką wlewamy roztopioną margarynę, dodajemy pokruszone drożdże, cukier, wlewamy mleko, a następnie dodajemy jajko. Ciasto zagniatamy i dzielimy na 2 części. Jedną część lekko rozciągamy na stolnicy rękami. Resztę margaryny rozsmarowujemy na cieście (najlepiej pokroić w równej grubości plasterki i poukładać na warstwie ciasta a następnie lekko rozprowadzić). Przykrywamy drugą częścią ciasta dokładnie sklejając brzegi. Ciasto rozwałkowujemy przeciągając wałek przez ciasto tylko w jedną stronę od siebie lub do siebie. Składamy na pół. Powtarzamy wałkowanie i składanie jeszcze dwa razy. Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na pół godziny. Po tym czasie wyjmujemy z lodówki, dzielimy na 4 części. Każdą z nich rozwałkowujemy i wykrawamy z nich trójkąty. Na każdy nakładamy trochę nadzienia i zwijamy ku wierzchołkowi. Gotowe rogaliki smarujemy rozmąconym jajkiem, wymieszanym z odrobiną mleka. Układamy na posmarowanej lekko olejem blaszce, zachowując odstęp między rogalikami. Pieczemy na złotobrązowy kolor ( około 30 minut) w temperaturze 180 stopni Celsjusza. 



Copyright © 2014 Sól Pieprz i Bazylia , Blogger